W miniony weekend kiedy wyruszyłem w poszukiwaniu przygody na prerelease nowego dodatku do medżików, zahaczyłem zupełnie przy okazji o kino by skorzystać z ostatniej szansy obejrzenia filmu pod tytułem Król Artur: Legenda Miecza w reżyserii Guya Ritchiego. Miałem zamiar wybrać się na seans wcześniej, ale ówczesna wizyta u dentysty odebrała mi chęć do życia, a co dopiero chęć do siedzenia w zamkniętej sali, w agonii i jeszcze za to płacić. Na pre i tak ostatecznie nie dotarłem ze względu na szeroko pojęte lenistwo wytłumaczone małą ilością snu oraz lekką niedyspozycją ale zdecydowanie mogę powiedzieć, że kino uratowało wyjazd.

Filmów opowiadających arturiańskie legendy jest mnóstwo lub może trochę więcej, więc jeżeli ktoś się wybrał na seans w niewiedzy kto jest jego reżyserem oraz nie znając jego dorobku to pewnie był mocno zaskoczony narracją niektórych scen, bo w praktyce jak pozwoliłem sobie to nazwać, mamy tutaj do czynienia z gangsterskim kinem akcji w stylu Ritchiego z legendami arturiańskimi w tle i była to dla mnie mega rozrywkowa mieszanina, choć mogę zrozumieć, że komuś może się ta formuła nie spodobać. Od pierwszych minut nie ulega wątpliwości, że będzie to historia z rozmachem kiedy to widzimy oblężenie zamku prowadzone przez maszerujące słonie wielkości sporego budynku po czym król Uther Pendragon wraz ze słynnym mieczem Ekskaliburem wyrusza samotnie na bitwę ze sprawcą tego całego zamieszania i po odpaleniu swoich wiedźmińskich mocy zabija Mordreda wygrywając bitwę ?.

Ale mniejsza o rozmach, bo najwięcej radochy dostarczyli aktorzy. W głównej roli został obsadzony Charlie Hunnam jako Artur, który gra dosłownie to samo co grał w serialu Synowie Anarchii, czyli szefa motocyklowego gangu zwanego Jax. I nie jest to wcale żadną wadą, ponieważ jestem przekonany, że było to zamierzone przez reżysera, bo w opowiadanej historii, jako dzieciak wychowany przez ulice, zdobywając status społeczny poprzez spryt i cwaniactwo na właśnie takiego człowieka jak Jax mógł wyrosnąć. Do tego dochodzą też aktorzy z innego widowiska serialowego i jak widzimy Roose Boltona czy Littlefingera z Gry o Tron grających bardzo podobne postaci to wywołuje to uśmiech na twarzy. Moim faworytem jest scena, w której Jax opowiada Boltonowi jak rozprawił się z wikingami xD. Oczywiście może to psuć też postrzeganie niektórych postaci przez pryzmat bardzo wyrazistych innych ról, ale jak komuś (tak jak mnie) to nie przeszkadza to będzie mieć dodatkową rozrywkę wychwytując te elementy.

A nie będzie to rzecz prosta, bo akcja w większości jest momentami dość wartka, ale tempo jest na tyle wyważone, a historia na tyle prosta i oczywista, że nie powinno być poczucia, że coś się gdzie po drodze zgubiło. Generalnie Guy Ritchi dzięki swojej specyficznej bardzo dynamicznej narracji pokazuje na ekranie swoją wizję i wzbudza takie emocje jak nie jest wstanie oddać żadna książka.

Duże wrażenie wywarły na mnie też kostiumy, dbałość o szczegół i różnorodność kreacji jest warta odnotowania. Wspaniale też się prezentuje posiłkowany efektami specjalnymi wizerunek niektórych postaci, jak na przykład obrzydliwie otyła Syrena czy też (moja faworytka w tej kwestii) tajemnicza Pani Jeziora.

Cała produkcja kosztowała niemałe 175 milionów dolarów i ten budżet widać na ekranie. Można mieć delikatny zarzut, że walka z aktywnym Ekskaliburem wygląda za bardzo jak jakaś gra komputerowa, ale mnie osobiście to nie przeszkadzało, ale jak już bym musiał to odnotowałbym jako najsłabszy element stworzony komputerowo. Niestety jednak w budżecie zapomniano lepiej rozreklamować film przez co na tą chwilę jest około 30 milionów pod kreską co nie wróży dobrze jego ewentualnej kontynuacji, którą powiem szczerze chętnie bym obejrzał. Być może też wielu spodziewało się po prostu kolejnej wersji opowieści o Królu Arturze nie spodziewając się niczego odkrywczego, a trailery tudzież inna forma promocji nie potrafiły przekazać tego, że będzie trochę inaczej.

Bez wątpienia jednak najmocniejszym atutem tego widowiska jest muzyka. Co rusz słychać w głośnikach budujące akcje melodie, tak szybko wpadające w ucho, że nie zauważamy kiedy instynktownie wystukujemy rytm palcami na kolanie czy po prostu tupiąc nóżką. Jest tak dobrze, że chcę to jeszcze raz odsłuchać na „sucho” by sprawdzić czy film jest potrzebny by odtworzyć ten klimat.

Podsumowując jest to prawdopodobnie najlepszy film fantasy jaki przyszło mi obejrzeć na ekranach kin w tym roku. Przedstawiony w specyficznej narracji Ritchiego, z bardzo dobrymi i widowiskowymi efektami specjalnymi oraz pomimo w pewnym sensie gatunkowo będąc dramatem dając poszczególnymi scenami naprawdę sporo rozrywki, a do tego wszystko okraszone wspaniałą muzyką. Jak najbardziej polecam.

Ocena ogólna: 8/10
———————————-
Fabuła: 7/10
Gra Aktorska: 8/10
Efekty Specjalne: 8/10
Muzyka: 9/10
———————————-
Rozrywkowy aspekt: 9/10

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *