Było piękne grudniowe popołudnie. W dobrym humorze – po niedzielnym schabowym w połączeniu z dobrym wynikiem polskiej reprezentacji na mistrzostwach świata w przekręcanie kolorowych kartoników – postanowiłem zmierzyć się w kinie z Ligą Sprawiedliwości. Zmierzyć, ponieważ pierwsze opinie były mało optymistyczne, ale w myśl zasady – obejrzę, ocenię – chciałem doświadczyć tego na własnej skórze. Tym bardziej, że po niemałym sukcesie Wonder Woman niejako liczyłem, że film będzie co najmniej dobry. Z tego miejsca pozdrawiam każdego kto po właśnie tych negatywnych ocenach zrezygnował z wyjścia do kina, bo stracił kawał dobrego kina superbohaterskiego w świecie DC Comics. Oczywiście, nie ukrywam, że potrafią mi się podobać filmy na których inni zasypiają, ale moim zdaniem średnia ocena dla “Ligii Sprawiedliwości” jest całkowicie niesprawiedliwa.

Główną przyczyną negatywnych ocen jest moim zdaniem fakt, że filmy od DC Comics to nie Marvel. Brzmi to trochę głupio, ale naprawdę tak jest. Za każdym jednym razem cała polemika sprowadza się do tego, że Marvel to zrobił siak, Marvel to zrobił śmak. Do tego jest przeładowany dobrym humorem i w ogóle cud, miód i orzeszki. A wisienką na torcie jest to, że miał więcej filmów w swoim uniwersum dlatego wygrywa też rozmachem. I generalnie wszystko fajnie, można się nawet zgodzić z tym lub tamtym argumentem, ale najważniejszą dla mnie rzeczą jest, że jak się chce oglądać Marvela to się idzie po prostu na film od Marvela, a jak się chce odskoczni to się idzie właśnie na filmy od DC Comics. Bo to nie jest tak, że one są jakieś znacznie gorsze, one są po prostu inne i operują innym klimatem, zwykle trochę mroczniejszym, a w swoim gatunku wcale nie ustępują Marvelowi i w ostatecznej opinii wiele sprowadza się do sympatii poszczególnych bohaterów, a nie tego jaki film naprawdę jest. Do tego dochodzi też jakaś tajemnicza siła, która nakazuje wyszukiwać wszystkie błędy jakie popełnia DC, a pomijać je u Marvela lub je w jakiś sposób racjonalizować.

Liga Sprawiedliwości wprawdzie nie dorównuje poziomem wspaniałej Wonder Woman, ale bynajmniej nie jest filmem słabym, źle napisanym czy źle zrealizowanym. Wszystkie wątki od początku do końca tworzą spójną całość. Czasem tłumaczy się coś w bardzo prosty sposób, ale mimo wszystko robi się to minimalizując ewentualne luki fabularne. Nie ma żadnego problemu ze zrozumieniem dlaczego akurat znowu ziemia jest celem głównego antagonisty lub poszczególni bohaterowie zachowują się tak czy inaczej. I tak naprawdę oprócz paru drobnych nawiązań do Wonder Woman czy Batman v Superman wszystko w filmie jest powiedziane, a wątki nawiązujące do wcześniejszych filmów są na tyle zrozumiałe, że można się domyślić czego dotyczą.

Główną i jednocześnie najmocniejszą częścią filmu jest zebrana przez Batmana (Ben Affleck) drużyna w składzie: Wonder Woman (Gal Gadot), Flash (Ezra Miller), Aquaman (Jason Momoa), Cyborg (Ray Fisher) oraz oczywiście Superman (Henry Cavill). Nie ma ich dużo, ale jest ich wystarczająco by było różnorodnie i ciekawie. By popadali w konflikty między sobą, by mieli własne zdanie, by był czas na budowanie charakteru tych postaci. W szczególności wyrazy uznania należą się dla Ezry Millera, który dzięki swojej gadatliwości granego przez niego Flasha nie raz nie dwa kradnie show i jest bardzo wiarygodną postacią ze swoimi słabościami. Z kolei Affleck udowodnił, że w pełni zasłużył na rolę Batmana i idealnie pasuje na starszego już i po wielu życiowych przejściach multimiliardera Bruce’a Wayne’a. Dla mnie to jest najlepsza wersja Batmana. Duże brawa też należą się dla Jasona Momoa, który nie zagrał ponownie (pomimo bardzo podobnego wyglądu) Khala Drogo z Gry o Tron i wyszedł z tej roli będąc niezwykle ludzki swoich życiowych priorytetach z odpowiednio stonowanym poczuciem humoru, a tam gdzie miał być tym badassem jak Drogo to właśnie nim był tworząc mimo wszystko zupełnie inną postać.

Trochę gorzej (ale to nie znaczy, że źle!) wypadła Gal Gadot jako Wonder Woman, ale parę scen w którym obdarza widza swoim niezwykle ciepłym uśmiechem powoduje, że wybacza się jej totalnie wszystko i prosi o więcej. Całkiem sensownie też jest przedstawiony Cyborg, który faktycznie na trailerach wydawał się trochę nijaki, jednak po przedstawieniu genezy powstania tej postaci jego lakoniczny i bezemocjonalny styl wypowiedzi nabiera swojego sensu. Najsłabiej z ekipy prezentuje się natomiast Superman, który może przez zredukowaną ilością czasu antenowego jest trochę odarty z charakteru tracąc na autentyczności i epickości swojego powrotu, a niektóre animowane sceny z jego udziałem w finalnej bitwie są tymi najsłabiej zrealizowanymi całym w filmie.

Nie zmienia to jednak faktu, że cały wątek obejmujący możliwość reanimacji Supermana jak i sama scena jego powrotu do żywych to moim zdaniem najciekawsza rzecz w tym filmie. Dyskusja o życiu i śmierci pomiędzy członkami drużyny o etyce i zasadności tego czynu choć powierzchowna daje trochę do myślenia. Do tego kontrowersja tego wydarzenia dzieli grupę według poglądów dodając każdemu punkty do indywidualności charakteru. Ma to tak duży potencjał, że wręcz pozostaje pewien niedosyt, że nie spróbowano trochę bardziej zaryzykować i pogłębić cały ten wątek jeszcze bardziej zapuszczając się w ten trochę mroczniejszy i brudniejszy świat względem tego co prezentuje nam Marvel.

Mimo wszystko Liga Sprawiedliwości w swoim gatunku jest bardzo dobrym i widowiskowym filmem, który przez przynależność do DCEU i przyśpieszony tryb w budowaniu tego co Marvel robi od lat stracił na budowaniu hype w tego typu produkcji. Jednak nie uważam, że tylko dlatego, że ktoś to zrobił lepiej powinno się odejmować punkty z tego tytułu. Negatywne oceny są raczej wynikiem niespełnionych i wygórowanych oczekiwań, aniżeli faktyczną oceną tego co można zobaczyć na ekranach kin. I szczerze jeżeli tylko lubicie tego typu filmy to zachęcam do sprawdzenia tego w boju, bo dla mnie rozrywkę jaka została mi zaserwowana oceniłbym na 8/10 z lekkim minusem za niewykorzystany potencjał wyżej wymienionego wątku. Choć muszę przyznać, że obraz raczej spodoba się fanom niż szerokiemu gronu publiczności.

PS. Sprawdzony marketing jest sprawdzony i warto chwilę poczekać na dodatkową scenę po pierwszej serii napisów ?.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *