I w końcu nadszedł ten dzień. Dzień polskiej premiery jednego z najbardziej wyczekiwanego w tym roku filmu z gatunku kina super-bohaterskiego, a na pewno najbardziej prze ze mnie wyczekiwanego filmu sygnowanego linią fabularną DC Extended Universe (DCEU). Oczekiwania po fali pierwszych pozytywnych bardzo wysokich ocen sięgnęły zenitu, a jakakolwiek wpadka przy średniej ogólnej satysfakcji wcześniejszych filmów z tego uniwersum spowodowałaby zmieszaniem go totalnie z błotem lub inną bardziej aromatyczną substancją o podobnym kolorze. Ma to swoje złe strony, bo zapewne nie raz przy mniejszych oczekiwaniach doceni się film średni, a przy zbyt wygórowanych ten sam średniak da odczucie, że jest dużo gorszy. Jako, że premiery rządzą się własnymi prawami i jak o nich pisać to najlepiej „póki ciepłe” to nie czekając kolejnego tygodnia na wersję z napisami w dostępnym mi kinie to zostałem chcąc nie chcąc „zmuszony” do obejrzenia wersji 3D z polskim dubbingiem. Zdecydowanie tego rozwoju wydarzeń nie żałuję, a dzięki pogańskiej godzinie seansu (13:35!) na sali znalazło się tylko czterech widzów co mocno wyeliminowało niemożliwość skupienia się na filmie, a wciągnąłem się od pierwszej minuty.
Wszystko zaczyna się w czasach współczesnych, można założyć nawet, że czasach sprzed wydarzeń znanych z Batman v Superman. Do biura Diany (w tej roli Gal Gadot) aka Wonder Woman, ulokowanego gdzieś w okolicach Luwru w Paryżu zostaje dostarczona przesyłka zawierająca zdjęcie z przeszłości z informacją od nadawcy, że może kiedyś uda mu się usłyszeć historię tego zdjęcia. I w tym właśnie momencie można powiedzieć zaczyna się tak naprawdę film, którego początek mógłby sugerować, że narracja będzie opierała się na opowieści z perspektywy wspomnień, ale nic z tych rzeczy. Jest to tylko drobny (i zgrabny) zabieg by widz mógł lepiej określić przedstawione wydarzenia w konkretnym czasie historycznym. Dzięki temu szybko przenosimy się do wyspy Amazonek – Themysciry i poznajemy bardzo młodą Dianę, jedyne dziecko na wyspie. Z tego miejsca muszę już docenić dobór aktorki (w tej roli debiutująca Emily Carey), bo scena w której wpatruję się w miecz o wdzięcznej nazwie „Zabójca Bogów” ma w sobie dużo uroku. I tak nasza młoda Wonder Woman ucząc się powoli życia dorasta na naszych oczach, poznając otaczający ją świat oraz doskonaląc znaną Amazonkom sztukę walki. Kiedy już dorośnie stając się niezwykle urodziwą kobietą, znana jej rajska rzeczywistość zmienia się na jej oczach w raz pojawieniem się pierwszego osobnika płci męskiej, granego przez Chrisa Pine’a Steve’a Trevora, którego to ratuje z tonącego wraku samolotu. I po serii następstw z tego płynących opuszczają wyspę by wykonać misję uwolnienia świata od panującej wojny.
Muszę przyznać, że wszystkie wydarzenia na wyspie zostały bardzo ładnie zrealizowanie. Wszystko jest bardzo kolorowe, żywe i majestatyczne. Widzimy kulturę Amazonek w różnych aspektach życia, ale jak przystało na wojowniczy naród to militarny charakter jest odczuwalny na każdym kroku, a przede wszystkim wspaniale zaprojektowanych strojach. Jestem przekonany, że wiele osób uzna tą część filmu za najciekawszą i pozostawi to spory niedosyt, że chciało by się tutaj pozostać nieco dłużej. Efekt jest ten dodatkowo spotęgowany kontrastem jaki nie sposób nie zauważyć kiedy późniejszych scenach poznajemy ogarnięty niekończącą się wojną – brudny, szary i zniszczony świat zewnętrzny.
Filar całej historii budowany właśnie na kontakcie i konfrontacji nieskazitelnej i szlachetnej Diany z zupełnie odmiennym światem jaki dotychczas znała. W prawdzie Steve jako swoistego rodzaju przewodnik szybko naprowadza ją na właściwą interpretację tego co widzi czy słyszy to można dostrzec, że właśnie wtedy kiedy próbuje opisać rzeczywistość w sposób prosty tłumacząc co jest białe, a co czarne dzieje się moim zdaniem prawdziwa „magia”. Z pozoru proste sprawy, które przecież można rozwiązać zwykłym zdrowym rozsądkiem są skomplikowane konwenansami, polityką czy przynależnością społeczną. Z jednej strony rozumie się, że świat jaki znamy właśnie tak działa, ale z drugiej strony nie sposób nie przyznać racji głównej bohaterce, że ludzie zgubili się gdzieś w tym wszystkim i akceptują to jako „normalność”. Zabieg ten jest mi dobrze znany z różnych serii rodem z Japonii gdzie protagonista, może nie być najinteligentniejszą osobą, ale jej bezpretensjonalnie proste widzenie świata jest jak najbardziej słuszne i godne podziwu, dlatego uśmiechnąłem się mocno widząc ten schemat na dużym ekranie.
Warto też docenić, że opowiadana historia jest niesamowicie spójna we wszystkich jej założeniach. Tak bardzo, że momentami aż byłem w szoku, bo coś co wydawałoby się jest tylko oczywistym tłem ma zastosowanie w fabule udowadniając, że widz (z oczywistych względów) patrzy na świat bardziej oczami Steve’a, a nie Diany. Nie mogę zdradzić o co mi w tym momencie chodzi, bo byłby to spory spoiler, ale będę mocno zdziwiony jeżeli ktokolwiek tego się faktycznie spodziewał. Do tego w zasadzie nie zauważyłem luk fabularnych czy pretensjonalne idealizowanie rzeczywistości. Wprawdzie film jest bez ograniczeń wiekowych, ale to nie znaczy, że na wojnie nie giną ludzie – czy to cywile czy żołnierze. Wszystko co trzeba jest pokazane i wszystko ma swoje konsekwencje co działa bardzo dobrze na przekonywujący aspekt opowiadanej historii.
Wypadało by też wspomnieć coś więcej o niezwykle urodziwej Gal Gadot, która już od czasów Batman v Superman bardzo spodobała mi się w tej roli i swoją pozycję w tym filmie podtrzymała. Choć jej filigranowa sylwetka może trochę mylić, że jest to postać o tak potężnej sile i zdolnościach to kiedy nadejdzie czas walki i wdzieje jej charakterystyczną zbroję jest dla mnie w stu procentach przekonywująca i chcę jak najwięcej scen z jej udziałem w przyszłych produkcjach. Reszta obsady też wykonała kawał solidnej roboty. Nie ma wprawdzie nikogo, który by specjalnie wybił się na tym polu, ale z drugiej nie ma też nikogo, który by zrobił to w jakiś sposób źle, przesadził z teatralnością czy utracił wiarygodność granej postaci. Jak dla mnie jest idealnie.
Ciekawym zabiegiem jest też, nazwijmy to, humorystyczny aspekt produkcji. Otóż Marvel i spółka wyrobiły sobie w tej kwestii taką renomę, że wręcz operuje się pojęciem jak „marvelovski żart”, a jak film z gatunku super-bohaterskiego go nie ma to już jest wada i to nie mała. Otóż w filmie Wonder Woman nie ma klasycznych żartów czy gagów, są sceny które można nazwać właśnie humorystycznymi tym bardziej, że są powiązane z prowadzoną akcją, a nie ma grania pauzą w oczekiwaniu na aplauz czy na ciętą ripostę. Moim zdaniem bardzo taktownie to wyszło by nie było ani za poważnie, ani zbyt wesoło.
Wersja 3D filmu stoi na bardzo przyzwoitym poziomie. Wprawdzie na początku filmu miałem wrażenie jakby brakowało klatek animacji podczas treningowych walk Amazonek to później już nie było żadnych zauważalnych błędów, a nawet było parę bardzo dobrze wyreżyserowanych na potrzeby 3D scen gdzie obserwowany obiekt i widoczność kolejnych planów była odpowiednio podkreślona.
Efekty specjalne w sporej części (w szczególności sceny walki) operują na zwolnieniach i przyśpieszeniach akcji, trochę „Matrix-owych” efektów jest, ale nie powiedziałbym, że to jest jakaś kalka z innego filmu tylko właśnie unikalny styl jaki został zastosowany właśnie w tym filmie i zasadzie każda tego typu scena cieszyła oko, dając czas na dostrzeżenie szczegółów i zastosowanej choreografii.

Z polskim dubbingiem jest już trochę gorzej. Generalnie Olga Bołądź dała radę podkładając głos pod Dianę i jak najbardziej głos barwą był dobrze dopasowany, ale znając jej dorobek wiem, że mogła zrobić to lepiej, tym bardziej, że docelowo była najsłabsza z całej ekipy. Na największe uznanie moim zdaniem zasługuje Klaudiusz Kaufmann użyczający głosu z jednej z epizodycznej postaci – tureckiego cwaniaczka Sameer’a. Kamil Kula jako Steve Trevor też bardzo dobrze spełnił swoje zadanie i ogólnie dubbing jest wart polecenia.
Na koniec chciałbym wspomnieć coś DCEU i jaką funkcję pełni tutaj Wonder Woman. Wprawdzie z wielkim bólem przyjąłem do wiadomości, że nie ma żadnej sceny specjalnej po napisach to sam fakt, że już w listopadzie spotkamy ponownie Wonder Woman w Lidze Sprawiedliwości (Justice League) i jego trailer jest tym co robi zwykle scena po napisach. Aktualnie w skład DCEU wchodzi Człowiek ze stali (Man of Steel), Batman v Superman i Wonder Woman (Suicide Squad też, ale to trochę inna para kaloszy). Moim zdaniem tak wykreowana Wonder Woman idealnie wpasuje się między pewnego siebie Supermana i poważnego Batmana zwiększając kontrast między nimi przez co lepiej podkreślając ich indywidualne cechy charakteru.
Podsumowując Wonder Woman to bardzo dobrze zrealizowany film oraz jeden z lepszych w swoim gatunku. Nie porusza trudnych niepotrzebnych tematów, które nie mają znaczenia dla fabuły, a skupia się na tym o czym jest ta historia, czyli o skomplikowanej naturze ludzkiej, która złożona jest jednocześnie i z dobra i ze zła. Doskonale dostosowane tempo akcji nie pozwala widzowi się nudzić, ani nie pozostawia poczucia zagubienia dając czas na interpretacje tego co się widzi. Znacząca większość osób wybierających się na ten film powinna wyjść z kina z poczuciem satysfakcji jednocześnie cierpliwie czekać na Ligę Sprawiedliwości. Polecam każdemu.
PS. Plakat który załączyłem do posta tak bardzo mi się podoba, że chyba aż sobie go kupię i zawieszę na ścianie. Do tego muzyczka tematyczna Wonder Woman też jest mega konkret ![]()
Ocena ogólna: 9/10
———————————-
Fabuła: 9/10
Gra Aktorska: 9/10
Efekty Specjalne: 8/10
———————————-
3D: 8/10
Polski dubbing: 7/10